"Zrządzenie losu" – no.1

29 czerwca

Był to jeden z tych dni, kiedy nasze kieszenie wypchane są obietnicami.

Cała reszta już odeszła, mówiąc, że jest późno albo że wracają, bo trzeba jutro wstać z samego rana. Spośród wszystkich gości w domu Roberta zostałem tylko ja i Julia. Było już po północy i zaczynało się robić chłodno, dlatego też założyliśmy bluzy i usiedliśmy na kanapie, oglądając ciemny ekran telewizora.

  • Dokąd poszedł Robert? – zapytała Julia.
  • Mówił, że idzie się przejść – odparłem, nie odrywając wzroku od telewizora.
  • O tej porze?!
  • Po prostu miał ochotę.

Julia zawsze reagowała bardzo energicznie, stanowiła pełnię życia, była Słońcem, wokół którego wszyscy się obracaliśmy. Ja natomiast byłem spokojnym obserwatorem świata, który czasem wtrącał się żartem do dyskusji, po czym ponownie milkł. A Robert…nosił jeansowe kurtki, lubił gitary i motocykle. Cały Robert.

  • Ale chce mi się spaaaać – ziewnęła Julia, jej głowa opadła na miękkie poduszki stanowiące oparcie kanapy. – Choć nie, nie zasnę, jeszcze Robert. Musi wrócić ze spaceru. Gdzie on w ogóle jest?
  • Tutaj w okolicy jest las. Pewnie tam poszedł. – odpowiedziałem pewnym tonem. Nie chciało mi się nad tym specjalnie myśleć.
  • Hmmm… – mruknęła Julia, a ja zamknąłem w tym czasie oczy. Poczułem, jakby cały świat kurczył się do wielkości orzeszka, a następnie ponownie rósł i napierał na mnie, przytłaczał mnie swoim ogromem. Miałem wrażenie, że spadam w otchłań, dlatego też otworzyłem oczy. Zobaczyłem przed sobą twarz Julii, jej lśniące złotym blaskiem w ciemności oczy kota, które spoglądały na mnie uważnie. – W porządku? – zapytała, jakby zaniepokojona.
  • Jasne. Nic mi nie jest. Co robimy?
  • Nie wiem…może zagramy w dziesięć pytań?
  • Na czym to polega?
  • Zadajesz jedno pytanie, ja odpowiadam, potem ja zadaję drugie, ty odpowiadasz. Aż dotrzemy do dziesięciu.
  • I co wtedy?
  • Możemy zacząć kolejną dziesiątkę.
  • I tak bez końca?
  • Kiedyś to się będzie musiało skończyć.
  • Kiedy?
  • Nie wiem. Dlatego musisz zadawać dobre pytania.

Zastanowiłem się przez chwilę. To była tylko gra: to pytanie miałem już przygotowane od dawna. Męczyło mnie. Zamierzałem o nim wkrótce napisać opowiadanie.

  • Gdybyś mogła wybrać, jaki byłby twój ostatni obraz, który zobaczysz przed śmiercią?

Julia ponownie odchyliła głowę i zamknęła oczy, lecz w tym momencie usłyszeliśmy chrzęst naciskanej klamki, a następnie trzaśnięcie zamykanych drzwi. Robert podszedł do nas, cały zdyszany. Czarne, potargane włosy opadały mu na czoło. Na twarzy widać było kilkudniowy zarost.

  • Dlaczego tak biegłeś? Przestraszyłeś się drzew? – Julia uniosła wysoko brwi. Prawdopodobnie zapomniała już o moim pytaniu. Momentalnie zapominała o wszystkim, co stawało się przeszłością.

Robert zbył to pytanie machnięciem ręki.

  • Z drzewami nie ma żartów – odpowiedział. – Chodźmy na dwór, co wy na to?
  • Czemu nie.

Wstałem z kanapy. Julia udawała, że nie chce jej się iść, ale szepnąłem jej parę słów na ucho i dała się namówić. Robert otworzył drzwi na taras i wyszliśmy, uważając, by nie wypuścić z domu kota, który był powszechnie znanym włóczęgą w okolicy.

Powietrze było rześkie, a noc spokojna, jak każda z leniwych nocy na początku lata. Niewielki płomień jeszcze tlił się w ognisku. Dołożyliśmy trochę leżących dokoła gałęzi, jakieś stare kartki papieru znalezione w kieszeniach i ogień ponownie zapłonął, oświetlając nasze twarze swym ciepłym blaskiem. Płomienie tańczyły, a wraz z nimi tańczyły cienie drzew, poruszanych lekkim wietrzykiem.

  • Jaki ci idzie pisanie, Karol? – zapytał mnie Robert. Lubiłem to, że zawsze pytał o konkrety. Był bardzo rzeczowy.
  • Nie przestaję. Uważajcie, bo każde wasze słowo może zostać wykorzystane. – zaśmiałem się cicho.
  • Sądzisz, że będziesz mógł z tego żyć?
  • Może. Sam nie wiem. Na pewno chciałbym.

Marzyłem by zostać pisarzem. Mój nieodłączny notatnik prawie codziennie zapełniał się nowymi zapiskami, opowiadaniami zamykającymi w słowach to, co widziałem i przeżywałem. Było to dla mnie tak naturalne jak oddychanie. Wędrowałem i zapisywałem to, co czułem, że powinno zostać zapisane. Zresztą, cały czas to robię: jak widzicie po tych słowach, zaczernionych kartkach w moim notatniku.

Julia dorzuciła pojedynczy patyk do ogniska, zakwitła róża iskier, wzlatując wysoko, w ciemność, która ostatecznie ją pochłonęła. Przysunęła kolana do brody i popatrzyła na nas smutno.

  • Ja nie wiem, co będę robić w przyszłości. Zaraz wyjeżdżamy w podróż, ale potem wrócimy…i co dalej? Co będzie dalej?
  • Nie myśl o tym – poradził Robert. – Cokolwiek…
  • Po prostu mnie to męczy. Boję się. I jestem zmęczona…tym wszystkim.
  • Na razie o tym nie myśl. Pomyśl o podróży. – uśmiechnął się Robert i objął ją ramieniem. W oczach Julii pojawiło się zaufanie, poddała się optymizmowi przyjaciela.

Milczeliśmy jakiś czas, nasłuchując odgłosów dochodzących z lasu oraz trzasków ogniska. Miałem wrażenie, że to noc szepce nam do uszu stare jak świat słowa-zaklęcia.

  • Cieszę się, że jedziemy w tę podróż – odezwałem się. – Cieszę się, że jedziemy razem, w trójkę.
  • Masz rację. Z niektórymi bym nie pojechała. – oznajmiła zamyślona Julia.
  • Z kim na przykład?
  • Z tym…jak mu tam…Sebastianem. Jest idiotą i przeklętym oportunistą!
  • Jest okej.
  • Wcale nie. Jest idiotą.
  • Spokojnie, to jeszcze dzieciak.

Julia westchnęła głośno.

  • Nie ze wszystkimi da się jechać w podróż.

Obserwowałem światło w oknie sąsiedniego domu, które raz zapalało się, raz gasło, jakby jakieś dziecko bawiło się włącznikiem. Czasem zastanawiałem się, czy Bóg właśnie mnie obserwuje, planuje mi jakieś cudowne zbiegi okoliczności. Czy było w pobliżu coś, jak oczy doktora T.J. Eckleburga w „Wielkim Gatsbym”, dla czego rozgrywany był cały ten teatr?

  • Chodźmy do domu. Strasznie zimno. – Julia zadrżało na ciele.
  • Zostańmy jeszcze chwilę – miałem ochotę dalej wpatrywać się w zapalające się i gasnące światło sąsiedniego domu.
  • Julia ma rację. Padam ze zmęczenia. – rozstrzygnął sprawę Robert.

Wróciliśmy do domu Przywitałem się z kotem, po czym usiadłem twardo na kanapie. W czasie nocy dom stał na granicy snu i rzeczywistości. Widziałem tylko kontury przedmiotów, porzuconych talerzy i butelek – były jak ramy obrazów, których wnętrza wypełniałem swoją wyobraźnią. Czułem się zmęczony. Miałem wrażenie, jakbym wrócił z wielkiej podróży i przygotowywał się do kolejnej. Byłem zagubiony, czułem się w tym momencie jakby pusty w środku niczym wielkanocna wydmuszka, poddany zmiennym wiatrom losu, jak Rosencrantz i Guildenstern. Byłem też bardzo szczęśliwy. Naprawdę, nie wiedziałem, co mam myśleć.

Zerwałem się z kanapy, gdy zadzwonił telefon. Szybko podbiegłem do szafki i chwyciłem go w dłoń. Spojrzałem na wyświetlacz: obcy numer. Nie odebrałem.

Julia położyła się na drugiej kanapie, Robert poszedł do swojego łóżka. Leżałem, wpatrując się w obraz wiszący na ścianie. Przedstawiał barwne cykady wymalowane na płótnie. Barwne nieskończoności wymalowane na płótnie. Brakowało jednak fragmentu płótna, który musiał zostać kiedyś wybrany. Robert mówił, że nie było go odkąd pamiętał.

Usłyszałem czyjś głos, bardzo bliski, choć dochodzący jakby z daleka: „Czy wierzysz w cuda?’. Zaraz po tym zasnąłem, i przyśniły mi się obrazy, które następnego dnia zamieniłem w opowiadanie.

 

Ciąg dalszy nastąpi 14-12-2015

Mikołaj Wyrzykowski

English version no.1 – link

 

Mikołaj Wyrzykowski: uczeń II klasy liceum, rozmawia w języku polskim, francuskim i angielskim, jego pasją jest pisanie, ale także muzyka, gra na gitarze i pianinie. Ukończył Międzyszkolne Warsztaty Dziennikarskie oraz Studium Reportaży w Bydgoszczy. Autor publikacji prasowych, dziennikarz toruńskiej edycji katolickiego tygodnika „Niedziela”. Napisał cztery książki: „Opowieści z Sosnowego Lasu”, „Kudłacze w Podróży: Włochy na trzy collie”, „Zrządzenie losu”, powieść o bardziej i mniej przypadkowych przypadkach podczas podróży do Francji, wydaną w języku polskim i angielskim oraz „Wspomnienie chwili obecnej”, tomik poezji dostępny również w wersji polskiej oraz angielskiej.

Stypendysta Miasta Torunia w dziedzinie kultury oraz stypendysta Fundacji Pasjopolis. Dotychczas zrealizował projekty: „Kudłacze w Podróży w Radio Kielce (2013)” „Francja z Pasją ( 2014)” oraz „Szlakiem św. Jakuba- Camino Polaco ( 2015)”, z którego relacje będą ukazywały się w prasie.

635708432014596787