W 2009 w lokalu Laurent w Paryżu Wielkie Europejskie Jury podjęło się ślepej degustacji najlepszych win z regionu Bordeaux, które są jednocześnie jednymi z najlepszych win świata. Pośród nich było Grand Vin de Reignac, które jednak nie należy do ścisłej czołówki win z rodzaju Premiere Grand Cru Classe z St. Emilion. Degustowano wina horrendalnie drogie, których cena nie schodziła poniżej 150 euro, a czasem docierała i do tysiąca – były wśród nich produkty tak znanych winnic jak Château Cheval Blanc, Château Ausone czy Château Petrus. Jednak to Grand Vin de Reignac za niecałe 15 euro wylądowało na zaszczytnym drugim miejscu.

Dlaczego o tym mówię?

Niektóre wina Bordeaux stoją na niebezpiecznej granicy snobizmu. To coś, czego nie mogę strawić. Butelka, która kosztuje 500 euro, nie jest butelką, na którą może sobie pozwolić normalny człowiek. Snobizm zaczyna się wtedy, gdy pijemy pieniądze zamiast wina. Wszystko jest w głowie: wyższa cena, a więc i lepsze wino. Nie zawsze jednak tak jest. Natomiast Château de Reignac produkuje bardzo dobre wino po cenie, która nie przyprawia o zawrót głowy.

Spotykam Nicolas Leisant, dyrektora winnicy, który też prowadzi bloga opowiadającego o codzienności w Château de Reignac. „Po tym, jak filmik ze ślepej degustacji osiągnął dużą popularność, ludzie chcieli wiedzieć więcej o tym, co się dzieje na winnicy. Dlatego też założyłem bloga”, opowiada, „Mówię tam o najróżniejszych rzeczach. O moich osobistych przygodach oraz o sprawach technicznych. W ten sposób winnica nie jest czymś odległym i niedostępnym”. Rzeczywiście, z wpisów mogłaby powstać niezła książka. Nigdy też nie widziałem winnicy, która by tak bardzo dzieliła się tym, co dzieje się za jej murami.

DCIM101MEDIA

Razem z Axel, studentką na uniwersytecie w Bordeaux i praktykantką w Reignac, podążamy za Nicolasem Leisant, notując prędko to, co mówi. Patrzę na mój zeszyt – jest pełen bazgrołów, z których nie mam pojęcia, czy czegokolwiek się później zdołam doczytać. Słucham uważnie. Wchodzimy na rozległe pole winorośli, gdzie schylamy się przy jednym z krzewów. „Zobacz”, mówi dyrektor winnicy, „Na jednej kiści jest około 180 gron. Zawsze sam chodzę i je liczę. Jedna winorośl musi wyżywić 8-10 kiści. Jeśli w danym roku jest za dużo kiści, wtedy niektóre obcinamy, aby reszta dostała więcej substancji odżywczych. Popatrz tutaj”, wskazuje małą gałązkę, która odbija z pnia i dźwiga dwie kiście, „Jeśli trzeba jakąś obciąć, niech to będzie druga albo trzecia kiść. Pierwszej nie obcinamy – ona dostaje najwięcej substancji odżywczych”. Winogrona poddawane są stałej ocenie. Która pierwsza, ta lepsza. Która słaba, wypada. Silne zostają i to one tworzą dobre wino.

Nicolas na chwilę przerywa i podnosi się. „Wiesz, jak Reignac zyskało swoich właścicieli?”. Kręcę przecząco głową. „Yves Vatelot zbił fortunę na golarce do nóg dla kobiet” (ponownie kręcę głową, tym razem z niedowierzaniem, pytając „Naprawdę?”), „Tak.”, Nicolas uśmiecha się znacząco, „Wtedy postanowił kupić winnicę w rejonie Bordeaux. Tutejszy enolog, Michel Roland, polecił mu kupno tej posiadłości, która wtedy miała 35 ha. Yves Vatelot kochał wino, ale nie znał się aż tak na jego wytwarzaniu. Uczył się coraz więcej z każdym kolejnym dniem. Et voila, dziś mamy aż 80 ha.” To jedna z najbardziej niezwykłych historii kupna winnicy, o jakich słyszałem. Miało to miejsce w 1990 roku. Wtedy to właśnie Yves oraz Stephanie Vatelot zaczęli produkować słynne wino Bordeaux. W pewnym momencie przestali sprzedawać wino z Bordeaux, a zaczęli sprzedawać wino z Reignac.

DCIM101MEDIA

Zwiększyli gęstość do 6000 winorośli na hektar, co podniosło konkurencję między roślinami, które dzięki temu zaczęły dawać bardziej skoncentrowane owoce. Ograniczyli używanie środków chemicznych do minimum, gdyż każdy środek zostawia po sobie jakiś ślad. Z jednego hektara mogliby uzyskać 50 hl wina, uzyskują jednak tylko 35 hl. Wychodzi więc na to, że jedna winorośl daje jedną butelkę wina.

„Posadziliśmy też bambusy, które wchłaniają słoną wodę, gdzie znajdują się składniki odżywcze bakterii niebezpiecznych dla winorośli. Poza tym, stworzyliśmy sztuczne jezioro. Zmniejsza ono ryzyko mrozu…i upiększa teren oczywiście.”, śmieje się Nicolas Leisant. Obserwuję, z jaką czułością dotyka liści, z których część musiał oberwać oraz kiści, z których część musiał ściąć. To praca, w której musi być czuły, ale i bezwzględny. Nie jest w tej pracy sam. Tym, co najbardziej lubi, jest właśnie wspólna praca prowadząca aż do dojrzałości owoców i późniejszej winifikacji.

Nicolas wyjaśnia szczegóły tutejszego terroir, czyli rodzaju ziemi, połączonego z jej wszystkimi składnikami, położeniem, oraz nasłoneczniem. Znajdujemy się pomiędzy dwoma rzekami, Garonne i Dordogne, co zapewnia stabilizację temperatury. Las dzielący nas od oceanu również stanowi pewnego rodzaju barierę. Jak mówi Nicolas Leisant, na winnicy są obecne trzy różne terroirs, czyli rodzaje ziemi. Jest ziemia żwirowo-kamienista, jest gliniasta, pojawia się również wapień oraz margiel. Każda z tych parceli wymaga innej pielęgnacji, podlega też osobnej winifikacji, gdyż ostatecznie każda nadaje winu z Reignac inny smak.

Kierujemy się do chai, czyli miejsca, gdzie następuje proces winifikacji. Ledwo nadążam z notowaniem wszystkich informacji. Zerkam na zeszyt, który trzyma w rękach Axel i z całego serca zazdroszczę jej tak schludnych notatek.

DCIM101MEDIA

Pośród cuves, czyli zbiorników z winem, stoi jajko. To ogromne, drewniane jajko na czterech nogach. Dojrzewa tam białe wino produkowane ze szczepu sauvignon blanc. „To jedna z innowacji, które wprowadziliśmy. Pozwala na lepsze mieszanie się dojrzewającego wina”, mówi Nicolas Leisant. Podobny cel ma umieszczenie w beczkach prętów, które umożliwiają lepsze mieszanie podczas ich regularnego przekręcania podczas dojrzewania. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się takiego widoku. Coraz bardziej lubię ten świat winiarzy. Zaskakuje mnie na każdym kroku.

Z chai przeszliśmy prosto do sali degustacji, starego gołębnika znajdującego się nieopodal szklarni zaprojektowanej przez Gustava Eiffela. Wraz z Axel usiedliśmy przy okrągłym stole. Nicolas włączył spłuczki, w których zaczęła płynąć bieżąca woda. Na oficjalnych degustacjach butelki wina, odkorkowane w pomieszczeniu znajdującym się piętro wyżej, są spuszczane na dół na swego rodzaju windzie. Tym razem, bez zbędnej ceremonii, Nicolas nalał do każdego kieliszka inny rodzaj wina: Château de Reignac, bardziej prestiżowe Grand Vin de Reignac, wytwarzane wyłącznie ze szczepu merlot Balthus, które Yves Vatelot zadedykował swojemu synowi, oraz Blanc de Reignac. Zaczęła się degustacja.

DCIM101MEDIA

Kolejno smakowaliśmy wina, przepłukiwaliśmy nimi usta, natlenialiśmy, aby ostatecznie wypluć, pozostawiając w ustach przyjemne aromaty, lżejsze w Château de Reignac, zaś bardziej skoncentrowane w Grand Vin de Reignac, gdzie jest też więcej szczepu cabernet sauvignon, nadającemu ostrości i wyrazu. Wina są taniczne, mocne i głębokie – teraz posiadają silne aromaty czarnych owoców, zaś po dziesięciu latach będą coraz bardziej przechodziły w dąb, tabakę, grzyby. Zaś białe, które kiedyś Yves Vatelot eksportował do Ameryki, a ostatnimi czasy starał się zmieniać smak na owocowy, bardziej europejski – właśnie to Blanc de Reignac jest jednym z najlepszych białych, jakie piłem. Podobnych uczuć przy blanc doznałem tylko w Château Vannieres w Bandol.

Château de Reignac

Spacerując następnie po posiadłości, wokół okazałego zamku, który stoi w jej centrum, zadaję sobie pytanie, które musi męczyć również innych: dlaczego Château de Reignac nie należy do Grand Cru Classe?

Klasyfikacja win w Bordeaux nie jest sprawiedliwa. A przynajmniej nie w każdej apelacji – bo poza ogólną apelacją Bordeaux znajdują się mniejsze, takie jak Entre deux Mers czy Graves, albo i jeszcze mniejsze Pommerol i Pauillac. W 1855 roku z okazji l’Exposition Universelle w Paryżu, na życzenie Napoleona III, została przeprowadzona klasyfikacja win z Bordeaux. Osobna dla każdej z apelacji, dzieliła się na 5 stopni, czyli 5 cru classe, i oceniała winnice pod względem smaku, terroir i jakości produkcji. Taka klasyfikacja została przeprowadzona w apelacji Medoc, pod którą podlega Chateau de Reignac. Miała ona miejsce w 1855 i została powtórzona tylko raz, w 1973. Od tego czasu ci, którzy wtedy zostali sklasyfikowani jak Premier Grand Crus Classe, mogą osiąść na laurach, zaś inni, którzy teraz być może już zasługują, w żaden sposób nie są w stanie osiągnąć tego prestiżowego tytułu. W regionie St. Emilion klasyfikacja jest odnawiane co 10 lat, natomiast w Medoc jak zostało, tak jest. I Château de Reignac, mimo że produkuje wino przewyższające konkurencję z Grand Cru Classe podczas ślepych degustacji, na razie nie może dołączyć do ich grona.

Żegnam się z Nicolas Leisant, który wraca do swojej pracy, i wsiadam do samochodu Axel, która proponuje podwieźć mnie do Bordeaux. W drodze słuchamy starej, francuskiej muzyki i rozmawiamy o tym, że wina nie powinno się oceniać po etykiecie ani po Cru Classe – tym, co się liczy jest smak oraz wspólna praca ludzi, która do niego prowadzi. A jeśli pracuje się wystarczająco długo, nie potrzeba już żadnej klasyfikacji – wtedy bowiem nie jest to już wino Bordeaux, a raczej Château de Reignac.

Mikołaj Wyrzykowski