„C’est une belle historie”cz.17 Cezanne, UFO i żebrak

„C’est une belle historie”cz.17 Cezanne, UFO i żebrak

Na placu przy Hotel de Ville w Aix de Provence gwarem głosów oznajmiają swój byt kawiarenki, akordeonista z miną zadowolonego życiem przechadza się w jakby zaczarowanym cieniu platanów, grając skoczne, francuskie melodie. Po chwili znika, na jego miejscu zaś pojawia się Hiszpan w okularach i czarnej koszulce, siadając na murku i wyjmując z futerału swój nieco kosmiczny instrument.

Przypomina on UFO, tyle, że z licznymi wklęśnięciami jakby po pięściach i przyciąga niespotykanym, eterycznym brzmieniem. Młody mężczyzna wyglądający na studenta, nauczył się grać na tym w Hiszpanii, gdzie, jak mówi, dużo osób to robi. Instrument ten, zwany Hang, mimo, że może wydawać jedynie pełen tony, natychmiast przysparza widzów Hiszpanowi, który uderza w kopułę swego UFO. Chwilę słucham jego muzyki, tonąc w miodowym potoku słońca, później zaś spieszą na pocztę, by oddać się temu, co romantyk lubi najbardziej- wysłać list.

DSC_0862-1

Katedra St-Sauveur jest hybrydą różnych stylów architektonicznych. Pod grubym, wysokim murem, jakby nieświadom jej ogromu, siedzi żebrak w średnim wieku. Ma rozbiegany wzrok i półotwarte usta, gdzie widać krzywe zęby: podobny jest do dzwonnika z Notre Dame. Wyciąga proszącą rękę do każdego, kto wychodzi z katedry. Jeśli ktoś wrzuci monetę do jego plastikowego kubeczka, on zadrży na całym ciele, wykrzywi twarz w czymś, co ma przypominać uśmiech, po czym będzie odprowadzał wzrokiem ofiarodawcę, poruszając bezgłośnie ustami i kilkanaście razy energicznie się żegnając. Tę sekwencję ruchów powtórzy za każdym razem w sposób identyczny.

Jest w nim coś zagadkowego, sprawa wrażenie, jakby żyło w nim kilka osób i pod postacią żebraka skrywało się znacznie więcej. Żebraka spod St. Sauveur spotykam w tłumie ludzi jeszcze raz- wtedy, gdy zbaczam ze ścieżki Cezanna, by posmakować tutejszych wypieków. W cukierni kupuję przysmaki, później jednak okazuje się, że wcale nie są one prowansalskie, tylko tunezyjskie.

Do samochodu wracamy mniej uczęszczanymi uliczkami, gdzie unosi się prawdziwy duch Aix de Provence, jeszcze świeży i zaskakujący. Mimo popołudniowego upału psy dzielnie nam towarzyszą, uparte jak Cezanne.

Mikołaj Wyrzykowski

Wspomnienia francuskie 2013