Koniec drogi?

Kiedy po raz pierwszy byłem w Santiago, w polskim albergue zobaczyłem zostawiony przez kogoś napis: „Żadnego początku ani końca, jedynie wędrówka”. Minęło kilka lat i nadal wracają do mnie te słowa wraz z pytaniem: kiedy kończy się Camino?

(więcej…)

Kryzys na Camino

Camino nie składa się wyłącznie z pięknych pocztówek. To przede wszystkim codzienny trud wędrówki, zupełnie różny od długiego spaceru po lesie lub kilkudniowego wypadu w góry. Tej drogi nie przechodzi się tak ot, po prostu. W końcu dopada cię kryzys. A nawet dwa.

(więcej…)

Premiera nowej powieści!

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, sporą część mojego bloga stanowią opowieści z pieszych wędrówek do Santiago. Sporo przeżyłem na szlaku, i nadal to do mnie powraca. Dowód: już 6 grudnia ukaże się moja najnowsza książka, której akcja rozgrywa się właśnie na Camino. Moglibyście pomyśleć, że to relacja z podróży: nic bardziej mylnego! Jeśli szukamy określeń, nazwałbym tę powieść wędrobajką dla dzieci i dorosłych.

(więcej…)

Hiszpańska tortilla

W czasie wędrówki Camino nie sposób nie spróbować kuchni hiszpańskiej. A jeśli po drodze zajrzyjcie do jakiegoś baru, na pewno napotkacie tam bocadillo con tortilla: ogromną kanapkę za kilka eurasków zaledwie, z jajkami i ziemniakami, która starczy wam na resztę dnia. Bocadillos to temat na inny tekst, dziś zastanówmy się raczej: czym jest tortilla?

(więcej…)

Pielgrzymi – wspólna droga

Zaczęliśmy tak jak wszyscy. W pewnym punkcie naszego życia (długi temat) wylądowaliśmy w pewnym miejscu (w naszym przypadku Porto) i wyznaczyliśmy sobie cel: Santiago de Compostela. Co nami kierowało? Czego oczekiwaliśmy? W miarę wędrówki droga coraz bardziej się przed nami odsłaniała, a ta wyprawa (nasze powody, intencje, przeżycia) przestała ograniczać się jedynie do ojca i syna: staliśmy się częścią jednego, wielkiego Camino.

(więcej…)

Fiesta przed albergue!

Camino de Santiago to nie tylko ciągła wędrówka, pęcherze na stopach, piekące słońce i zmęczenie. Tu nie chodzi o pokazanie, że ktoś jest w stanie zrobić 40km dziennie. To nie egzamin, ani fizyczny, ani duchowy. Droga nie nosi w sobie żadnych pretensji i zawsze pozostaje o prostu…drogą, czasem tak zwyczajną jak codzienne życie. A czasem aż trudno uwierzyć w to, co się dzieje – jak choćby w wielką fiestę na placu przed schroniskiem.

(więcej…)