Co jest pięknego w krótkich metrażach?

Pod koniec października mój współpielgrzym przyjaciel Karol publikował na blogu teksty o toruńskim festiwalu filmowym Tofifest. W tym tygodniu zaś przenosimy się do Aix en Provence, a ‚poważne’ filmy zamieniamy na te krótkometrażowe!

Na Tofifest w Toruniu głównemu „On Air” zawsze (mam na myśli moją epokę) towarzyszył konkurs „Shortcut”. Pamiętam dokładnie dzień, w którym poszedłem na pierwszy pokaz filmów krótkometrażowych – wcześniej nie znałem zupełnie tego rodzaju kina. Równie wyraźnie pamiętam pierwszy film oraz awarię, która nie pozwoliła nam zobaczyć ostatniego tytułu w programie. I miałem teraz pisać o ceremonii rozpoczęcia 35 edycji Festival Tous Courts, ale w drodze do biurka zacząłem się zastanawiać: co właściwie pociąga mnie w krótkich metrażach?

Oczarowały mnie za pierwszym razem, a w miarę oglądania zza tego czaru wyłania się również pewne zrozumienie. W każdym krótkim metrażu jest poetycka próba przekazania jakiejś pełni w zaledwie paru obrazach. To trochę, jakbyśmy porównywali powieść i opowiadanie. Terry Pratchett pisał, że zawsze „płacił krwią za swoje opowiadania”. Nie da się przekazać całej historii w tak krótkim czasie. Trzeba raczej operować wrażeniami i pojedynczymi scenami, które odsyłają gdzieś dalej, do któregoś ze światów poza ekranem. Rzeczy niedopowiedziane pokazują, że jest coś więcej. I chyba właśnie to tak lubię w krótkich metrażach: wszystko, czego musimy się domyśleć; układankę, którą właściwie sami musimy zbudować za pomocą  kilku obrazów-emocji z mini historiami w tle. Terry Pratchett miał rację: nie jest to łatwe. Rezultat jest jednak taki, że sporo shortcutów w zaledwie kilkunastu minutach lub nawet mniej mieści potencjał „poważnego”, długometrażowego filmu.

Czeka nas więc kolejny tydzień z kinem w tle. W ten poniedziałek miała już miejsce ceremonia otwarcia, na której Guy Astic, prezydent Festival Tous Courts, przedstawił pokrótce (czyli zgodnie z okazją) program tegorocznej edycji. Po obejrzeniu paru filmów publiczność, jury, organizatorzy, dziennikarze i wszyscy związani z festiwalem spotkali się na małym przyjęciu-koktajlu w japońskiej restauracji o’Zen, która znajduje się tuż naprzeciwko kina. I to kolejna rzecz, która naprawdę mi się tutaj podoba: mogliśmy zgromadzić się przy sushi, rouleaux de printemps i lampce wina, i porozmawiać o filmach, powymieniać się wrażeniami, poznać. Stojąc pośrodku tłumu, miałem wrażenie, jakby cały festiwal zamienił się w jedno, wielkie spotkanie: czy nie o to właśnie chodzi?

Mikołaj

www.festivaltouscourts.com