Krótka opowieść o krótkich metrażach

Jest piątek, przedostatni dzień Festiwalu. Stoję przy barze w Le Next i nagle dociera do mnie, że osoba, z którą przypadkowo wdałem się w pogawędkę, jest członkiem Jury. „50 filmów, a pośród nich fikcja, dokumenty, animacje… Trudno jest postawić na jeden krótki metraż, piekielnie trudno”, po chwili odchodząc do stolika z kubkiem gorącej czekolady. Jaka padła ostateczna decyzja?

Przyznam się, że spośród zwycięskich obrazów obejrzałem zaledwie trzy. Mimo że spędzałem czasem całe popołudnia w salach kinowych, nie byłbym w stanie zobaczyć wszystkich. A tym bardziej wybrać spośród nich zwycięzcę. Może więc lepiej od razu przejdziemy do tego, co sam przeżyłem w trakcie tego tygodnia. Pełna lista nagrodzonych znajduje się TUTAJ. 

Nothing happens – Michelle&Uri Kranot

Zacznijmy od wspomnianych trzech. Nagrodę Jury otrzymał irański „Retouch”, który ukazuje dwie rzeczywistości: tę powierzchowną, „poprawną”, oraz tę naszą, wewnętrzną, będącą kłębkiem sprzecznych uczuć, które przy najmniejszej okazji mogą wymknąć się spod kontroli. To portret małżeństwa, ukazany na chłodno i bez retuszu. Najlepszy Scenariusz został przyznany niemieckiemu, trzymającemu w napięciu „Die Besonderen Fähigkeiten Des Herrn Mahler”, który jako jeden z niewielu filmów festiwalowych osadzony został w przeszłości, a dokładnie w zachodnich Niemczech sprzed upadku muru berlińskiego. Młode Jury wybrało zaś koreański „Blues With Me”, który dla mnie składa się z dwóch kluczowych scen tańca: w pierwszej scenie agresja została przetłumaczona na taniec; w drugiej jest on momentem spokoju i błogości między ojcem a córką. Dwa różne uczucia, a ta sama muzyka i ten sam taniec. Niezwykłe wyczucie.

Blues with Me – Lee Hanjong
8 – Irina Guivan

Festiwal nie ogranicza się jednak do zwycięskich obrazów, które tutaj, na blogu, są jedynie tytułami. Dlaczego miałbym Wam o nich opowiadać, skoro trudno zobaczyć je poza festiwalem? I dalej: jak właściwie opowiedzieć o festiwalu? To coś równie niemożliwego jak każda inna forma pisania. A więc próbuję.

Co jest pięknego w Festival Tous Courts? Po pierwsze, to właśnie możliwość odkrycia wachlarza filmów z najróżniejszych krajów, czego normalnie nie mielibyśmy jak zrobić. To spotkania po seansach z artystami, tak jak z Iriną Guivan, reżyserką surrealistycznego „8”, która opowiadała o pracy nad ukazaniem usilnie i wciąż na nowo powtarzanych przez nas błędów. To wspólne zastanawianie się nad tym, co kryje się pod obejrzaną właśnie animacją. I przede wszystkim: to wspaniałe poczucie wspólnoty, czegoś, co was łączy, kiedy spotykacie się w sali kinowej czy przypadkowo rozmawiacie z kimś w kawiarence Le Next.  To emocje, pojedyncze obrazy, słowa, które zostają w głowie. I które, tak jak sny, później trudno przekazać. Mogę jednak obiecać, że nadal będę próbował!

Mikołaj

Zdjęcia, oprócz ostatniego: Archiwum Festiwalu